| Kraina Szeptanek |
| 21.o9..2oo3 |
| Ja | |
| Australia | |
| Moja muzyka | |
| Moje ksiazki i cytaty | |
| Linki | |
| Moje obrazki | |
| Kulinaria | |
| Ksiega gosci |
| Wiekszosc drastycznych bledow poprawiono. Pozdrawiam, Ulenspiegel... |
| Joanka | |
nazwisko: |
Radosna |
urodzona: |
3.05.1983 |
[fave] |
|
aniol: |
Nuriel [aniol burzy gradowej] |
film: |
"The Shawshank Redemption" by Frank Darabont |
ksiazka: |
"Mistrz i Malgorzata" autorstwa Michaila Bulhakowa |
muzyka: |
celtycka i francuska |
jezyki: |
angielski, francuski |
kraj: |
Australia |
anime: |
Gravitation [Yuki;))] |
serial: |
Arsen Lupin |
kolor: |
ciemnoszmaragdowy |
gra: |
Warcraft |
wiersz: |
"Raven" by E.A. Poe |
kwiat: |
stokrotka tasmanska |
zespoly: |
Louis Attaque, Silverchair |
potrawa: |
fasolka szparagowa z bulka tarta i maslem;) |
musical: |
"Fiddler on the roof" |
festiwal: |
Muzyki Celtyckiej w Dowspudzie |
praca: |
konstruowanie snow |
mail: |
;( |
| ~~~~~~Przyjaciele~~~~~~ |
maz i-netowy: |
Tomek Biedronek |
najlepsiejsza psiapsiolka: |
Annuszka |
kotek: |
Maik |
Szeptacz: |
Brajt |
kochane dobro: |
Cma |
ktos niezwykly: |
Ewelina S. |
paczka S.P. : |
Ewka,Dorotka, Kropa,Kaska, Justynka |
mama Pawelka: |
Tysia |
| ~~~~~~Rodzinka~~~~~~ |
mama: |
Lila [nauczycielka dzieciakow klas 1-3] |
tata: |
Jarek [kierowca TIRow, jezdzi od Azji po Francje] |
brat: |
Marcin [informatyk-len] |
Muzyka to dla mnie skomplikowana rzecz, poniewaz od jakiegos czasu narosl we mnie
kompleks na punkcie sloni obok kolyski.. Tak naprawde wiekszosc moich przyjaciol zajmuje sie muzyka dosyc zawodowo [Brajt prowadzi serwisy, Annuszka spiewala w chorze, Granka i Jowi w szkole muzycznej itp.], i to eliminuje moje zwodnicze poczucie smaku w zupelnosci - trudno spierac sie z wyksztalconym uchem na temat wykonania czy kompozycji. Dlatego tez tu znajdziecie tylko moje wlasne przemyslonka, i moje wlasne zapatrywania, gusciki, kawaleczki tego, co polecilabym z calego serca, albo tez tego, o czym dobrze mi jest mowic. Pierwszym jezykiem, ktory ukochalam nad wszystkie inne [och, do porownia mam co prawda tylko francuski,ale to juz jednak..] jest angielski, ale niestety muzyka nie oparla sie tutaj zbyt mocno i dlatego preferuje, o dziwo, wlasnie te frankofonska. Moge wymienic kilka ciekawych zespolow, na ktore zdazylam natrafic: chocby Les elles - dziewczece trio w nocnych koszulach: jedna gra na fortepianie jedna spiewa, a ta ostatnia "wydaje dzwieki" dla urozmaicenia melodii.. Brzmi to niesamowicie;) Musical "Romeo i Julia" ze znana wszedzie "Les rois du monde" takze powinien zagoscic na stale w waszej plytotece, chocby dla pieknego wykonania. Istnieje ponadto mnostwo piosenek biesiadno-jakichstam, ktore mozna odnalezc w byle spiewniku ["On ira" chociazby] ktore sa po prostu fantastyczne, a i wzbudzaja emocje zblizone do tych, ktore odczuwamy przy "hej sokoly" wyjac latwo wpadajaca w ucho melodie. Jezyk francuski ma te przewage nad angielskim, ze kazde slowo brzmi w tym jezyku jak arcydzielo muzyczne, totez latwo doprawdy wpasc w szpony obsesji. Jakkolwiek to wlasnie muzyka celtycka, wspolna dla obydwu jezykow tak mocno mnie w siebie wdrazyla. Francuskojezyczna odmiana muzyki celtyckiej uksztaltowala sie, o ile mnie poinformowano, w Bretanii, stad jej nazwa - muzyki bretonskiej. Ja mialam te przyjemnosc odbyc nauki tanca bretonskiego, wiec moge swawolic z jeszcze wieksza przyjemnoscia w jej takt, ale o ile wiem mozna to jeszcze uczynic na Festiwalu Muzyki Celtyckiej w Dowspudzie, jakos pod koniec sierpnia, co polecam goraco. I najwazniejsze: Louis Attaque. Brzmienie oczywiscie bretonskie, chociaz szczegolne. Wystarczy uslyszec choc jedna piosenke, aby zakochac sie na zawsze. Mam dwie plyty [ o ile wiem nie dostepne na naszym rynku,ale od czego jest MP3] i kilka singli, oraz moze 5 koncertowek. Polcam szczegolnie druga plyte. Wszystkie wiadomosci i teksty mozna uzyskac tu: http://transbenik.free.fr/menu4.html I o Louis Attaque rozpisywac sie nie bede -to trzeba poczuc, uslyszec, przetlumaczyc sobie kilka wersow,jesli sie nie jest zbyt dobrym w jezyku.. Byc moze uda mi sie umiescic tu moje wolne tlumaczenia niektorych piosenek,ale to w przyszlosci [choc calkiem niedalekiej]. Ulubione: J't'emmene au vent Justement Tu dis rien Lea Ton invitation La brune Oczywiscie nie bylabym soba, gdybym nie wspomniala o pewnej australijskiej grupie, ktora dorastala wraz ze mna, i ktora chyba po wieki bede nazywala "swoja" pod kazdym wzgledem. Trio nazywa sie "Silverchair" co nie ma nic wspolnego z krzeslem [!!!] a w wolnym tlumaczeniu brzmi: "srebrne przewodniczenie". Kiedy uslyszalam ich muzyke po raz pierwszy, gotowa bylam zabic moja przyjaciolke - nic a nic mi sie nie podobalo, a ona w koleczko zasypywala mnie ich utworami z trzeciej juz wtedy plyty - "Neon Ballroom". Ale nie minelo tak wiele czasu a ja juz zdecydowalam sie na kupno kasety. Potem przetlumaczylam teksty.. Potem doszukalysmy sie poprzednich plyt [a bylo naprawde ciezko.. moj Tomek Biedronek zakupil "Frogstomp", pierwszy krazek, az w stolicy ]. Potem doogladalysmy koncerty. A potem byla wielka przestrzen niebytu - zespol dal sobie chwile wytchnienia. Co prawda lider grupy, niejaki Daniel Johns, wspoltworzyl np. "I can't believe it's not rock", ale my z Ania nie moglysmy uwierzyc,ze wszystko poszlo az tak mocno w beznadzieje.. I oto na poczatku tego roku, A.D. 2002, wydali czwarta plyte - "Diorama". Absolutny debesciak, jesli moge sie tak wyrazic. Fenomenalna muzyka, niezle teksty [my fave: "The light in my darkest hour is fear"], wszystko pachnie musicalem. Okrzyknieta najlepsza w dorobku,a i jedna z niesamowitych na scenie w ogole. Byl taki czas, kiedy uczac listownie angielskiego, wypisywalam cale eseje na temat "Luv your life" . Plyta z poczatku troszke nudnawa- wszystkie kawaleczki spokojne, ulozone, tylko wcisniety na sile "the lever" chwial moimi nerwami [ale po co jest pilot;)]. A potem juz chyba sie w to wszystko wchodzi.. Tzn. krok po kroczku, odzielnie piosenkami, az w koncu cala plyta moze sie zlac w laczke kwitnaca. W przyszlosci postaram sie umiescic tu cos jeszcze - np. moje tlumaczenia, moje opowiesci.. Prawde mowiac mam malego bzika na punkcie slow, i dlatego wiele sposrod nich ze mnie wyplywa co chwila. Jest jeszcze wielu wartych podkreslenia, jak chocby Lais [ www.lais.be ], Mostly Autumn [wole bez wokalu..] czy Buscando [ rdzenna muzyka Ameryki Poludniowej]. Ja dodam jeszcze Tori Amos, pierwsza solistke na mojej liscie ulubionych. Pani ta ma cudny glos, charakterystyczny spiew, melodie jak tam sobie, teksty mieszankowe, ale dosyc ciekawe.W sumie uwielbiam "Winter" i "Father Lucifer", chociaz "China" tez nie gardze. "Cornflake girl" calkiem przyjemna. ~~wracam~~ Moje ksiazki i cytaty.. Przez tyle lat powinno mi sie tego wiele uzbierac, ale tak naprawde jest zupelnie inaczej. Niewielu autorow zasluguje na dozgonna milosc, a i gusta zmieniaja sie z wiekiem.. Moim ulubionym dzielem pozostanie jednakze na jakies wielkie zawsze "Mistrz i Malgorzata" Bulhakowa - trwa to moje zauroczenie od piatej klasy S.P. a i w liceum napisalam cos w rodzaju magisterki na probe olimpiady polonistycznej o znamiennym tytule "Diabel w powiesci M. Bulhakowa.." Samo przygotowanie sie do pisania zajelo mi ponad rok,a zeszyt duzego formatu z notatkami zapelnil sie niemal do granic swoich stronic.. W sumie Bulhakow imponuje mi przede wszystkim narracja - moim skromnym zdaniem arcykuszntowna - ale ta powiesc jest szczegolna pod kazdym wzgledem. I te powiesc moge z czystym sercem polecic. Z dziecinstwa albo raczej wieku maloletniego [choc nadal w nim jestem i trudno tak stawiac sprawe] pamietam jeszcze "Doline swiatla" Aleksandra Minkowskiego. Opowiesc o gruzlicy w pewnym ciekawym socjologicznie sanatorium okraszona jest ponadto wszelkimi aspektami milosci i kuchennym buddyzmem, oraz ogolnym podzialem na umierajacych i umarlych. Jak dla mnie - jedno z najlepszych moich wspomnien z czytelni dla dzieci. Pewnego dnia nie lubiany juz teraz przyjaciel od zapalek zaopatrzyl mnie w egzemplarz "Morta" Terrego Pratchetta i oto otworzyl sie przede mna Swiat Dysku. Przeczytalam wiekszosc tych opowiesci, i choc niekiedy nudne i z przyciezkawym humorem, warte sa pamieci. Niektore zdania rozbrajaja zupelnie.. Porownania fenomenalne,a calosc napisana ciekawie.. Nie bede sie jakos szczegolnie rozwodzic, za to odesle do miejsca kultu - http://discworld.scifi.pl/ Fragment wybrany na chybil trafil, nie calkowicie oddajacy sile ksiazek, ale niech mi juz bedzie tak leniwie: CIEZAR NIE MA TU NIC DO RZECZY. MÓJ WIERZCHOWIEC PRZENOSIL ARMIE. PRZENOSIL MIASTA. PRZENOSIL WSZYSTKIE ISTOTY, KIEDY NADESZLA ICH GODZINA, oznajmil Smierc. ALE WAS TRZECH NOSIC NIE BEDZIE. - Dlaczego nie? TO KWESTIA SPOJRZENIA NA SPRAW?. - No to niezle bedziemy wygladali- mruknal z przekasem Wojna. -Jeden Jezdziec i Trzech Pieszych Apokralipsy. - Moze bys ich poprosil, zeby na nas zaczekali?- zaproponowal Zaraza glosem brzmiacym jak sciekanie kropli na dno trumny. MAM SPRAWY DO ZALATWIENIA, odparl Smierc. Zastukal cicho zebami. JESTEM PEWIEN, ZE JAKOS SOBIE PORADZICIE. ZWYKLE SIE WAM UDAJE. Wojna spogladal za oddalajacym sie koniem. - On czasami naprawde dziala mi na nerwy. Dlaczego tak mu zawsze zalezy, zeby miec ostatnie slowo? - Przypuszczam, ze to sila przyzwyczajenia. "Dobry omen" to ksiazka spolki Pratchett- Geiman. Stworzona w klimacie Swiata Dysku,choc przeniesionego na grunt calkiem wspolczesnej Ziemi, opowiada o przybyciu Antychrysta i koncu swiata. Pojawia sie znowuz Wojna, tym razem w postaci kobiecej, SMIERC, Zaraza a wlasciwie Skazenie oraz oczywiscie Glod.. Jest i przyjazn dialbelsko-anielska, kilka zabaw z czarownicami.. Polecam z czystym sercem, choc wciagnela mnie naprawde dopiero od 1/4 . Pan Philip K. Dick to juz inna historia. Zazwyczaj wszyscy wynosza pod niebiosa "Pana z wysokiego zamku", ale ze ja nie moge jakos od lat dostac tej pozycji w mojej miejscowej bibliotece, moge zachwalic na pierwszym miejscu "Ubika". Zreszta czytalam kazda powiesc, ktora wpadla mi w rece,i na zadnej sie nie zawiodlam.. Nawet zbiorek opowiadan mial w sobie jedna czy dwie mysli prawdziwie genialne, i warte przemeczenia sie z idiotycznie niska narracja albo nudna ciagloscia [tylko w przypadku opowiadan, powiesci sa juz innej wody]. Pan Dick ma to do siebie,ze od poczatku do konca powiesci nie wiemy kto jest kim. Czy tez nawet ktory swiat jest tym rzeczywistym [ w "Ubiku" zmieniaja sie nasze poglady przynajmniej z 5 razy w ciagu czytania]. Same pomysly na powiesci sa niezmiernie ciekawe, i naprawde blyszcza oryginalnoscia.. Trudno mi cokolwiek zachwalac.. To po prostu kawalek czegos, co warto znac, o czym warto wiedziec choc troche. Cos do rozmow przy piwie, cos do rozwazan filozoficzno-moralnych [opowiadanie "Przedludzie" z fenomenalnym spojrzeniem na aborcje np.], cos do nirwany umyslowej, cos do poszerzenia horyzontow [ach, ilez odmian schizofrenii potrafie nazwac;)] . Jednym slowem warto. Orson Scott Card to w tej chwili moj ukochany pisarz fanasy i s-f, choc niewiele zdazylam przeczytac [zazwyczaj atakuje, dopoki nie wyczerpia sie zapasy, ale teraz zapasow wcale nie bylo,a ja kiedy tylko uda mi sie wczepic w jakies slowo pisane opatrzone jego nazwiskiem natychmiast zapominam o Bozym swiecie..] "Gra Endera" i jej kontynuacje ["Mowca umarlych"np.], "Mistrz piesni", "Lovelock", nawet wspolczesna i obyczajowa"Zagubieni chlopcy".. Mm.. Polecam wszystko i wszystkim. Dla mnie Card to zgrabna narracja, ciekawe pomysly, fantastyczne postacie.. Absolut moj. Przy okazji moj ulubiony fragment z "Mowcy.." : Wielki rabi stoi na rynku.Zdarzylo sie,ze tego ranka maz zyskal dowod cudzolostwa swej zony. Tlum prowadzi winowajczynie na rynek by ja ukamienowac. [Istnieje znana wersja tej historii,ale moj przyjaciel Mowca Umarlych opowiedzial mi o dwoch innych rabinach, ktorzy znalezli sie w takiej samej sytuacji.O nich wlasnie chce mowic.] Rabi wystepuje przed tlum i staje obok kobiety. Z szacunku dla niego ludzie cofaja sie i czekaja z ciezkimi kamieniami w rekach. -Czy jest miedzy wami ktos- mowi do nich- kto nie pozadal zony innego mezczyzny lub meza innej kobiety? Oni szemraja i odpowiadaja mu: -Wszyscy znamy zadze, rabi,ale nikt z nas sie jej nie poddal. Na to rabi: -Kleknijcie wiec i dziekujcie Bogu,ze dal wam silna wole. Bierze kobiete za reke i wyprowadzaa z rynku. Zanim ja puszcza,szepcze: -Opowiedz sedziemu,kto ocalil jego kochanke. Niech wie,ze jestem lojalnym sluga. I tak kobieta przezyla,gdyz spoleczenstwo bylo zbyt zepsute, by bronic sie przez chaosem. Inny rabi,inne miasto. podchodzi do niej powstrzymujac tlum i mowi: -Kto z was jest bez grzechu,niech pierwszy rzuci w nia kamieniem. Ludzie zatrzymuja sie zmieszani i zapominaja o jednosci wspominajac wlasne grzechy. Pewnego dnia, mysla, moge byc jak ta kobieta. Chcialbym miec nadzieje przebaczenia i jeszcze jednej szansy. Powinienem traktowac ja tak, jak sam chcialbym byc potraktowany. Kiedy rozwieraja sie palce wypuszczajac na ziemie kamienie, rabi chwyta jeden z nich,unosi wysoko nad glowa kobiety i z calej sily ciska w dol. Kamien kruszy jej czaszke i rozprysuje mozg po bruku. -I ja nie jestem bez grzechu - mowi ludziom - Gdybysmy jednak tylko tym,co sa doskonali, powierzali wykonywanie prawa, prawo by wkrotce umarlo,a nasze miasto wraz z nim. I tak kobieta zginela,gdyz spoleczenstwo bylo zbyt sztywne, by zniesc jej wystepek. Najslynniejsza wersja tej historii warta jest odnotowania,poniewaz jest tak obca naszym doswiadczeniom. Na ogol spoleczenstwa trwaja pomiedzy rozkladem a rigor mortis i gina,gdy odchylaja sie za bardzo w ktorymkolwiek kierunku. Tylko jeden rabi wazyl sie oczekiwac od nas rownowagi tak doskonalej,bysmy potrafili przestrzegac praawa, a jednoczesnie wybaczac jego przekroczenie. Wiec, oczywiscie, zabilismy go." Jest jeszcze wiele wszystkiego, ale nie czas i miejsce przynudzac, bo o ksiazkach potrafie rozwodzic sie bez umiaru. Lubie Lysiaka, choc to trudna sympatia, kiedy ksiazek jak na lekarstwo a ja o Napoleonie akurat nie przepadam.. Generalnie zajmuje sie obecnie tylko literatura anglojezyczna, i takowa wlasciwie poezja, choc przyznam,ze wlasnie koncze "Pania Bovary" Flauberta, oczywiscie dla czystej przyjemnosci. Mam pewien niezdrowy pociag do Kosinskiego i jego erotyczno- sadystycznych opowiastek [ nie tyle same "Kroki" czy "Malowany ptak" co "Cockpit"]. "Lot nad kukulczym gniazdem" Keseya tez czesto wymieniam wsrod ksiazek nader przystepnych moim gustom. I tak moglabym bez konca.. Totez urywam tu. |
| anioly: |
| fantastyka: |
| angielski: |
| inne: |
| A teraz troszke o angielskim.. Otoz nie ma czegos takiego jak "zbedne" slownictwo - musimy sobie juz na poczatku uswiadomic,ze wszystko jest wazne. Kazde slowo mozemy spotkac - w ksiazkach, ogladajac film, probujac cos wyrazic. Nie ma sensu koncentrowac sie na bardziej praktycznej grupie wyrazow - te pominiete beda nas przesladowac. Kazda czesc zycia ma swoje okreslone slownictwo, i,co ciekawe, wystarczy np. nauczyc sie podst. wyrazen z jednej ksiazki o histrorii, azeby spokojnie przeczytac nastepna. I tak w luznych opowiesciach wspolczesnych pojawi sie mnostwo czesci ciala i czasownikow ruchu; slownictwo XVIII w. spotkamy w calej prozie XVIII w. ; a okreslone slowa czesto pojawiac sie beda w poezji [np. te wyrazajace emocje czy okreslajace piekno natury]. Tzw. phrasal verbs to absolutna podstawa i doprawdy nie uda nam sie ich uniknac. Polecam "Tests in English - Phrasal verbs", oraz oddawac sie stukrotnie temu zagadnieniu.. Slang amerykanski jest naprawde latwy do opanowania [polecam slownik], ale sami nie damy rady przebrnac na zgadywaniu,bo czesto znaczenie slowa rozni sie od naszych skojarzen. W przeciwienstwie do niego slang australijski, taki skrotowiec wlasciwie, jest idealnie dopasowany do naszych jezykowych przeczuc, i wystarczy sie w nim zorientowac stylistycznie zaledwie, wiedzac np. ze Oz Land to Australia, a Ozi to Australijczyk [pisownia czestsza: Aussie, czytamy j/w]. Nie bronmy sie przed historia i kultura anglojezyczna - oprocz tego,ze jest pasjonujaca, dostarczy nam kontekstu do zrozumienia ksiazek czy filmow. Jezeli musimy opanowac szybciutko slowotworstwo,a wydaje sie to nam niemozliwe - prosze siegnac po "Tests in English - Word-formation" Misztala, wykonujac na chybil trafil cwiczenia podsumowujace. Potem wystarczy spr. poprawnosc swoich odpowiedzi, przepisac kilka razy blednie utworzone slowo lub zapamietac po prostu, i przejsc do nastepnego cwiczenia. Wyrazy powtarzaja sie czesto, wiec bedziemy mieli okazje skontrolowac swoje postepy, a przy tym te same wyrazy trafimy jeszcze w testach, ktore nas czekaja u nauczycieli czy wykladowcow.. Metode polecam z doswiadczenia - wystarczy kilka chwil nad ksiazka i wykonujemy wszystko bez udzialu swiadomosci, na zasadzie pamieci gdzies ukrytej [ "wydaje mi sie.."], a przy tym jesli zdarzy nam sie trafic na slowo nieznane zupelnie, bedziemy uzbrojeni w tysiace wspanialych narzedzi porownawczych i dopasowanie tudziez stworzenie jakiegos przedrostka czy przyrostka nie sprawi nam klopotu. Ze slownictwem bywa roznie, dlatego kolejny raz polecam swoje ubostwiane odkrycie - pan Misztal po raz drugi - "Tests in English - Vocabulary". Ksiazki te sa bardzo tanie[ok.19zl kazda], a przy tym, moim skromnym zdaniem, najlepsze na rynku. Slownictwo proponowane przez Misztala jest ulozone ladnie, co inteligentniejsi beda potrafili wybrac to,co ich interesuje w pierwszym ogniu.. Ostrzegam: te oto multiply choice robimy bez slownikow, zagladamy do odpowiedzi, zakreslamy bledy i to wlasnie tych bledow nalezy nam sie wykuc dobrze na pamiec. Slowa w cwiczeniach powtarzaja sie,wiec nie musimy tak zupelnie, jak to doradza autor, pilnowac sie z niezaznaczaniem niczego w ksiazce. Mowa zalezna jest, owszem, prosciutka, ale trzeba mi tu jeszcze zaznaczyc, ze w szkolach nie poznajemy jej do konca. Tj. nie wiemy nic o czasownikach wprowadzajacych ja. A po niektorych stawia sie to,a po innych tamto, a tamte mozemy zastosowac tak, a inne inaczej. Jesli przed testami - najlepiej uzbroic sie w ta wiedze po uszy. Transformacje nie sa straszne - zaleza od naszej wiedzy gramatycznej. Ale przestrzegam przed tzw. key-word transormations - jest ich mnostwo, i w powaznych testach niczego sie nie zdolamy domyslic, jesli nie popracujemy nad nimi wczesniej. Radze wykuc. |
| Jak sie uczyc? 1 czytac scenariusze filmowe. Niezla gratka przy okazji, bo poznajemy nie tylko nienakrecone sceny, ale niekiedy i zupelnie inne zakonczenia. http://www.scenariusze.stopklatka.pl/ 2 pisac listy do kogos o podobnych zamilowaniach, dodajac od siebie rysunki itp. 3 kojarzyc sobie slowa - aspen - osika, bo film "Glupi i Glupszy" --> bohaterowie jadac do Aspen, wyrabiaja z siusianiem wiele rzeczy.. albo: maple - klon ---> klonujemy malpke.. wystarczy kojarzyc sobie wszystko -albo rozbijac slowo na czastki i szukac skojarzen prostych, albo opowiadac jakas historie o tym co sie w tych slowach dzieje.. obiecuje,ze grope - szukac po omacku zapadnie wam w pamiec kiedy ktos opowie wam jak to rozsypaly mu sie w ciemnosciach winogrona [grape] i szukal ich po omacku.. 4 uczyc sie wierszy lub prozy na pamiec - dzieki temu zapamietujemy slowo od razu w kontekscie. ja uwielbiam "Raven" Poe'a, i dzieki temu zapamietam dobrze, co znaczy rapping, napping, quoth itd.. 5 nie zaszkodzi wam nigdy drugi jezyk obcy. ja moge opowiedziec o tym akurat na przykladzie francuskiego, chyba najlepszego jezyka do pomocy w angielskim [angielski jest z rodziny jezykow germanskich z 80% slownictwem francuskim--> patrz: po bretonsku (francuska odmiana celtyckiego) zamek to kastel] np. zapamietanie dla mnie slow konczacych sie na eus ous jest dziecinnie proste,podczas gdy niemiecka grupa mojej klasy licealnej miala z tym klopoty. probowalam wczesniej wziasc sie sama za lacine,ale potem zastala mnie matura, i nie moglam kontynuowac tych moich poczatkow. ale pamietam chocby pavementum jako podloge.. mozecie spr. chodnik po angielsku. juz pomijajac l.poj. i l.mn. data datum itp. 6 tlumaczyc piosenki - rzecz trafiajace od razu w serce. nalezy tlumaczyc samemu - czyjes wypociny nie zawsze sa prawdziwe. a i wiele sie zapamietuje podczas takiej przygody ze slownikiem.. i znowuz - slownictwo sie powtarza non stop. moim przebojem jest wither.. 7 czytac ksiazki bez siegania po slownik - wiecej zapamietasz, lepiej sie wczujesz w jezyk, jesli pozwolisz sobie sprobowac zrozumiec tresc miedzy nieznanymi ci wyrazami. wiele wyniesiesz z kontekstu. 8 jezeli juz internet - postaraj sie surfowac po stronach anglojezycznych. maja wiecej gadzetow [typu gry na lycos], a i moze trafisz na e-pal. takich korespondencji jednakze nie polecam,bo rzadko sie trafia native speaker, a i taka przyjazn trudno poprowadzic odrzucajac wzgledy egoistycznie jezykowe. Na koniec tego przynudzania dodam,ze nauka wyrazow powinna sie wam nieodlacznie kojarzyc z fonetycznym ich zapisem - musicie od razu spr. jak sie dane slowo wymawia. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
|